Legenda Alfa Romeo

Amerykanin we Włoszech (lata 80-te)

A

Od tłumacza:

Półwysep Apeniński od wieków przyciąga cudzoziemców – kiedyś podróżników, dziś turystów, także zmotoryzowanych. Dla wielu jazda samochodem po Włoszech jest nie tylko ogromną przyjemnością, ale i trudną lekcją, doświadczeniem pamiętanym po latach. Trudno o kraj, który bardziej różni się od Włoch rozległością krajobrazów, szerokością i rozmachem swych dróg niż Stany Zjednoczone. Dlatego niech o tym, jak się jeździ po Włoszech, wypowie się Amerykanin, Walt Hatcher. (Tekst z końca lat 80-tych w wolnym przekładzie.)

Grzegorz Grątkowski

Driving in Italy

[Amerykanin na włoskich drogach]
Autor: Walt Hatcher
Tłumaczenie: Grzegorz Grątkowski

 

Jeżdżenie samochodem po Włoszech, to ambitne przedsięwzięcie dla Amerykanina, nawet doświadczonego w poruszaniu się po drogach Europy. Jest tak z wielu powodów. Przede wszystkim, są to z reguły wąskie szosy, z zaledwie szczątkowym poboczem albo w ogóle pozbawione takiego udogodnienia – zamiast niego wzdłuż dróg ciągną się często całymi kilometrami kamienne murki, porośnięte pnączami. Szosy te są kręte, a większość łuków niewidoczna. W miastach, gdzie ulice skręcają pod ostrymi kątami wokół węgłów starych domów, montuje się specjalne, okrągłe lustra, mające zorientować kierowcę, czy zza zakrętu nie nadjeżdża inny pojazd, ale i tak wszyscy radzą sobie inaczej: ostrzegają o swoim zbliżaniu się przy pomocy klaksonu. Słysząc go, wiem, że powinienem zwolnić i zjechać na swoją stronę jezdni. Innym urozmaiceniem jest to, że oprócz samochodów z drogi korzystają piesi, rowerzyści (których nigdy nie brakuje, bo jest to kraj owładnięty prawdziwą manią kolarstwa), motocykle i skutery, powolne, przeraźliwie warczące trójkołowce dostawcze, przewożące całe kramy targowe, no i prawdziwe ciężarówki. Dodajmy do tego typowo włoskie upodobanie do szybkiej jazdy i już rozumiemy to nieustanne wyzwanie dla defensywnych umiejętności kierowcy-cudzoziemca we Włoszech

Włosi w zadziwiający sposób przywykli do swoich wąskich dróg i uliczek, stromych zaułków i ogólnego braku oddechu i miejsca. Najbardziej rzuca się w oczy to, jak potrafili pomniejszyć swoje pojazdy. Według norm amerykańskich mieszczą się one w skali od mikroskopijnych, do małych. Nasz subkompakt, to u nich rodzinny sedan, a słynny, maleńki FIAT 500 ma tyle długości, co większość naszych wozów szerokości. Aby nie mijać się z prawdą, trzeba dodać, że spotyka się tam nieco większe samochody francuskie, niemieckie, a także włoskie, ale ogromna większość, to małe Fiaty, Autobianchi, Innocenti, nieduże Alfy i Renault.

Kiedy mieszkałem we Włoszech, jeździłem czerwoną Alfą GTV6. Był to samochód, który przyciągał tłumy gapiów, gdziekolwiek się pojawiliśmy. W tym kraju podatki za samochód nalicza się od pojemności skokowej silnika, ale i od liczby cylindrów, przez co szóstka jest znacznie droższa od czwórki, nawet jeżeli ma taką samą pojemność. Co za tym idzie, Alfy GTV6, 75 i 164 z silnikami sześciocylindrowymi spotyka się nieczęsto, najwięcej jest egzemplarzy o pojemności 1.6 i 2.0. Poza tym GTV6 nie była intensywnie reklamowana na rynku włoskim i w swoim kraju ojczystym jest raczej rzadkością.

W ogóle posiadanie i używanie samochodu we Włoszech, to zabawa droga, choć tak powszechna. Rejestracja, ubezpieczenia i podatki drogowe to kosztowne sprawy, ceny benzyny oszalały, a za przejazd autostradami płaci się sowią głowę. A o autostradzie wspominam dlatego, że jest to jedyny rozsądny sposób przebycia każdej nieco większej odległości. Tak zwane drogi państwowe, malownicze, urozmaicone i najczęściej po prostu piękne, są jednocześnie zatłoczone, pełne powolnych pojazdów, no i przechodzą przez wszystkie miasteczka i wioski, przez jakie mogą – dosłownie co cztery-pięć kilometrów.

Autostrady

Ach, autostrady (lub, jak powie językowy purysta, autostrade), arterie żywotne tego półwyspu. Są bez porównania lepszej jakości niż najszersze drogi krajowe, ale i tak nie mają nic wspólnego z naszymi, amerykańskimi międzystanówkami. Włoska autostrada ma z reguły po dwa pasy w każdą stronę, wąskie pasy awaryjne, których na sporych odcinkach w ogóle brak, i gdy tylko ma do tego okazję, staje się kręta i naprawdę wymagająca. Częściowym wyjaśnieniem tego był sposób ich budowy: powstały przez udoskonalenie dawniejszych dróg, do których dobudowano dodatkowe pasy ruchu i zlikwidowano dojazdy. Dlatego dość często pod nazwą autostrada kryje się szosa szybkiego ruchu o pasach w przeciwnych kierunkach przedzielonych ochronną bandą. Że banda biegnie o 40 cm od twojego lusterka, gdy jedziesz lewym pasem? Typowy Włoch nie zwraca na to najmniejszej uwagi: przed chwilą przeciskał się ulicami miasteczka, mijając chropowate mury o 4 mm od lusterka. Zresztą i tak, czy ci się to podoba, czy nie, autostrada jest jedynym wyjściem, gdy musisz pojawić się w innym miejscu w czasie krótszym niż dwa tygodnie.

Gdy pozna się więcej włoskich autostrad, wysokie opłaty przestają dziwić. Praca, jakiej wymagało wiercenie setek tuneli, zawieszanie wiaduktów nad dolinami, układanie jezdni na filarach dziesiątkami kilometrów w poszarpanym, wyżynnym terenie, przechodzi granice ludzkiej wyobraźni. Jeśli już jesteśmy przy tunelach, wspomnę, że zawsze staram się wpadać do nich, jadąc lewym pasem. To dlatego, że nie są zbyt dobrze oświetlone, a nagły kontrast blasku i mroku może sprawić, że za późno zauważę ciężarówkę, wlokącą się prawym pasem, na podjeździe, 60 kilometrów na godzinę. Jeżeli ty jedziesz 130 km/h lub więcej (a jest przecież oczywiste, że takim samochodem powinieneś jechać znacznie prędzej), to łatwo sobie… – ale nie schodźmy na nieprzyjemne tematy. Dawniej ograniczenia prędkości na włoskich autostradach zależały od pojemności silnika: były cztery limity, np. dla wozów większych niż 1,3 litra, było to 140 km/h. Rzecz jasna, takiej biurokracji nie da się wyegzekwować, więc też nikt tego nie przestrzegał. Wtedy włoscy ustawodawcy, którzy, no cóż, są, jacy są, uznali, że skoro do 140 nikt się nie stosuje, to trzeba wprowadzić 120 i naprawdę zabrać się za kontrolowanie. Nowe przepisy wprowadzono tuz przed wakacjami, nie robiąc szczególnej kampanii informacyjnej. No, i natychmiast zaczęły się rygorystyczne pomiary, a wysokość mandatów była tak astronomiczna, że aż śmieszna. Mówimy np. o kwocie 1400 dolarów z zamianą na areszt, co Wy na to? Włosi chwilowo jakoś to przełknęli – i co się okazało? Kto najczęściej jeździł latem po Bella Italia, z prędkościami szydzącymi z ograniczeń? Oczywiście Niemcy podczas swych wypraw po słońce i ciepło, Niemcy w swoich Mercedesach i BMW. Sytuacja zaogniła się tak bardzo i tak szybko, że rząd Republiki Federalnej wystosował oficjalny protest do władz w Rzymie. Udało się. Przynajmniej połowicznie. Maksymalną prędkość na autostradach w dni robocze utrzymano przy 120 km/h, a w czasie weekendów i świąt wolno rozpędzać się do 130. Ale szturm wyposażonych w radary policjantów jakoś ustał. I pozostał ten strach i wybór: albo stosujesz się do limitów i czujesz, że nikt nie sięgnie ci do portfela, albo masz przyjemną jazdę, a w razie czego przyjemny rachunek: np. półtora miliona lirów. Na koniec dodam, że ja sam w praktyce nigdy nie widziałem na autostradzie kierowcy zatrzymanego przez policję za przekroczenie prędkości. A więc da się żyć.

Mieszkałem w tym kraju i jeździłem jego drogami przez 9 miesięcy. Nie miałem żadnego wypadku. Raz tylko, na wąskiej i krętej drodze nad Varazze, pocałowaliśmy się lusterkami z włoskim kierowcą Volvo. Zatrzymałem się, obejrzałem obudowę i przekonałem się, że w zasadzie nic się nie stało, więc tylko pomachaliśmy sobie z tamtym, który też uprzejmie zatrzymał się po swojej stronie drogi. Innym razem zbyt gwałtownie ustąpiłem miejsca jadącej z naprzeciwka cysternie z benzyną. Wprawdzie to ja byłem na swojej połowie jezdni, ale on miał inne argumenty. Skończyło się na otarciu o gałęzie przydrożnego krzewu i polerowaniu rys woskiem.

Drogi górskie

Drogi wijące się wśród zboczy górskich i schodzące w doliny są specjalnością Włoch na równi z pasta al pomodoro, choć dzięki coraz liczniejszym autostradom korzystanie z nich nie jest już tak niezbędne. Ciekawe, czy wiedzieliście, że w większości przedwojennych samochodów włoskich miejsce kierowcy było po prawej stronie, mimo prawostronnego ruchu? Robiono tak, by kierowca lepiej widział i wyczuwał prawą krawędŸ drogi, za którą niemal bez pobocza ziała przepaść (obejrzycie zresztą zdjęcia niektórych starych Alf). Do dzisiaj kierownicę po prawej stronie ma sporo dużych ciężarówek produkcji włoskiej. Wiele tych wąskich, akrobatycznych dróg w górach ma w zasadzie jeden pas ruchu i poszerzone mijanki co pewien czas – a pamiętajmy, że kiedyś były to arterie komunikujące ważne obszary, a nie tylko szlaki turystyczne o pięknej ekspozycji.

Wierzcie mi, bezpieczne jeżdżenie po włoskich drogach nie kryje w sobie żadnej tajemnicy. Trzeba tylko robić to dobrze, starannie, w skupieniu, ale i z fantazją. Absolutnie konieczne jest przyjęcie stylu innych użytkowników dróg, a nie obrażanie się na nich. W większości jeżdżą rewelacyjnie, mimo, że wygląda to jak średniowieczny turniej. W końcu, jeśli pośrodku drogi nie ma wymalowanej linii, to kto powiedział, że są tam dwa, a nie trzy pasy? Więc być może skuterowiec, który wyprzedza ciężarówkę i wali wprost na ciebie, by w ostatniej chwili śmignąć ci koło lewego policzka, jedzie prawidłowo jak na egzaminie? Trochę luzu i humoru – to załatwia sprawę. No, i zjedź bardziej na prawą, i ostatnia rzecz: pamiętaj o teorii 10 cm, o której poniżej.

Teoria 10 cm

Można by przypuszczać, że skoro drogi w Italii są wąskie, kręte i nie mają poboczy, a korzystają z nich bardzo różne pojazdy, jeżdżące bardzo szybko i bardzo powoli, to musi tam dochodzić do ogromnej liczby niebezpiecznych wypadków. Rzeczywiście, kolizji jest sporo, a czasami dowiadujemy się o wielkich karambolach na autostradach, w których bywają zabici i wielu rannych. Ale, co widać i gołym okiem, a co obliczyłem na podstawie statystyk, ogromna większość kolizji, to drobne stłuczki i otarcia, w których ludziom nie dzieje się nic złego, a samochody wymagają co najwyżej naprawy blacharskiej (której najczęściej się zaniedbuje miesiącami). Niezależnie od tego, czy uszkodzenie nastąpiło z przodu, czy z tyłu, zazwyczaj po prostu do bezpiecznego wyminięcia się zabrakło 10 cm. Włosi potrafią, a często po prosu muszą jeździć w ruchu miejskim ze sporymi prędkościami, utrzymując boczne odległości od siebie nie większe niż 10 cm, więc musi się zdarzać, że od czasu do czasu ktoś się odrobinę myli. Można by zatem wnioskować, że gdyby we wszystkich tych miejscach było o zaledwie tyle miejsca więcej lub gdyby samochody były o tyle węższe i krótsze, wypadków byłoby tam o 80 procent mniej. A tak, pozostaje się starać zawsze zmieścić i nie tracić ducha. Na drogach tego kraju w żadnym wypadku nie można się nudzić.

Autor

Grzegorz Grątkowski

Skomentuj

Legenda Alfa Romeo

Historia Alfa Romeo

error: Content is protected !!