Legenda Alfa Romeo

Meteor – Guy Moll, 1908-1934

M

Meteor, Guy Moll, 1908-1934

 

Grand Prix Marsylii w Miramas, 25 września 1932 r. Wyścig na swój sposób sensacyjny. Nie dlatego, że faworyci stoczyli piękną walkę, nie dlatego, że wygrał Raymond Sommer na Alfie 8C 2300 Monza, wspomagany łutem szczęścia, a drugie miejsce zajął Tazio Nuvolari, także na Monzie. Powodem zaskoczenia był ktoś inny: nikomu nie znany nowicjusz, przybysz z Afryki Północnej, dwudziestoczteroletni Guy Moll, który jako trzeci stanął na podium po świetnej jeździe na nienowym Bugatti.

Guy Moll przeleciał przez firmament gwiazd sportu wyścigowego lat trzydziestych jak meteor. Pojawił się nagle i nieoczekiwanie, po kilku miesiącach znalazł się wśród elity. Jego kariera na szczycie trwała tylko dwa lata; kierowcą fabrycznym Scuderii Ferrari był przez niecały sezon. W tym czasie zdążył zapisać się na zawsze w kronikach Grand Prix i zabłysnąć jako talent, którego porównywano do takich mistrzów, jak Nuvolari czy Stirling Moss. Gdyby żył dłużej, stałby się być może jednym z największych zwycięzców w historii sportu motorowego

Północnej Afryki nie zwykło się uważać za ziemię wydającą na świat mistrzów kierownicy. Jednak w okresie międzywojennym w Algierii będącej kolonią francuską pojawiło się dwóch kierowców wyścigowych, którzy szybko zawrócili na siebie uwagę w Europie i zyskali międzynarodową sławę. Byli to Lehoux, reprezentujący dobry, solidny poziom oraz Moll, arcymistrz w stadium zalążkowym.

Marcel Lehoux urodził się w 1888 r. w Blois nad Loarą. Gdy miał 2 lata, jego rodzice wyjechali do Algierii. W 1924 r., a więc bardzo późno, zaczął się ścigać na Bugatti, głównie w Afryce Północnej, wygrywając GP Casablanki w roku debiutu, GP Tunisu w 1928 r. oraz Grand Prix Algierii w latach 1928 i 1929. W 1934 r. był przez krótki czas kierowcą Scuderii Ferrari. Guy Moll, o 22 lata młodszy od niego, syn Francuza i Hiszpanki, wychował się w zamożnym domu i gdy w 1932 r. skończył studia, miał przed sobą wszelkie możliwości, od łatwego życia młodego i przystojnego dandy po ambitną i dochodową karierę, w którą mógł go wprowadzić dobrze ustosunkowany ojciec. Jednak, jak to w życiu bywa, Molla nie pociągały dobra, po które wystarczało wyciągnąć rękę. Szukał czegoś innego: przygody, spełnienia, sławy, jakie dzięki talentowi i odwadze osiągnąć można szybko i błyskotliwie, ale za cenę najwyższego ryzyka.

Bugatti 35 – 1932, kierowca Tazio Nuvolari

Nie mając żadnych doświadczeń ani nawet znajomości w środowisku wyścigowym wystartował francuskim samochodem Lorraine-Dietrich w małej, lokalnej imprezie. Podobno Lehoux przyglądał się jego jeździe i uznał, że Moll jest wybitnym młodym talentem, któremu warto pomóc w rozpoczęciu kariery. Namówił go do startu w znacznie poważniejszym wyścigu – w II Grand Prix Oranu rozegranym w kwietniu 1932 r. Co więcej, udostępnił mu na ten dzień jedno ze swoich Bugatti 35C. Moll, dosiadłszy wyścigówki z prawdziwego zdarzenia, zaskoczył wszystkich wychodząc zaraz po starcie na prowadzenie. Jedynym kierowcą, który zdołał go później wyprzedzić, był Jean-Pierre Wimille. Niestety, Algierczyk nie dojechał do mety, wykluczony z walki przez awarię, ale Lehoux na dobre przekonał się, jakie możliwości ma jego uczeń. W maju obaj wybrali się do Maroka i wystartowali w II Grand Prix Casablanki. Lehoux wygrał, Moll znów musiał się wycofać. W lecie przyszła pora zasmakować wyścigów na starym kontynencie.

Sukces, jaki Moll osiągnął w Grand Prix Marsylii w Miramas zwrócił na niego uwagę czołowych kierowców Europy, a jego samego upewnił, że to właśnie jest to, co pragnie robić w życiu. Korzystając z przyjemnego faktu, że problemy finansowe były mu obce, za radą Lehoux zamówił dla siebie we Włoszech, w Mediolanie, wyścigówkę Alfa Romeo 8C 2300 Monza, na której zamierzał startować w sezonie 1933. Ponieważ na realizację zlecenia trzeba było poczekać, sezon ten rozpoczął na kolejnym Bugatti wynajętym od Lehoux. Było to Tipo 51, nie dość że nie nowe, to już dość wyeksploatowane. 19 lutego bardziej doświadczony „profesor” i zdolniejszy od niego uczeń stanęli na starcie GP w Pau. Musieli się liczyć z silną konkurencją. Wimille, Étancelin i Felix mieli już nowe Alfy Monza. Trasa wyścigu w Pau, wzorowana na Monaco, wiodła ulicami miasta i pełna była podjazdów, spadków i zakrętów pod prostymi i ostrymi kątami. Miejscowość leży co prawda na południu Francji, między Tuluzą i Biarritz, ale jednocześnie na południowych stokach Pirenejów. Wybór terminu imprezy na połowę lutego wydawał się więc ryzykowny. I rzeczywiście – słoneczny tydzień zakończył się załamaniem pogody i burzą śnieżną w sobotnią noc poprzedzającą start. Organizatorzy zebrali się wcześnie rano, podyskutowali o odwołaniu wyścigu, ale nie podjęli tej decyzji. Samochody ruszyły po ulicach pokrytych ciężkim, mokrym śniegiem, który szybko zmienił się w błotnistą breję. Warunki należały do najtrudniejszych w historii samochodowych Grand Prix. Być może Moll, który miał do tej pory niewiele okazji, by oglądać śnieg, nie wiedział, że należy się bać, w każdym razie na pierwszym okrążeniu już prowadził i przez 15 następnych kółek nic się pod tym względem nie zmieniło. Decydujący atak nastąpił w chwilę później. Lehoux jeszcze raz wystąpił w roli nauczyciela. Wyprzedził lidera, oddalił się i zniknął za serią zakrętów. Moll minął linię mety jako drugi, tracąc do zwycięzcy około minuty po trzygodzinnej jeździe.

25 maja 1933 r. z Włoch nadeszła cenna przesyłka – nowa Alfa Romeo 2300. Już 4 czerwca nadarzyła się okazja, by wypróbować nabytek. Grand Prix Nimes, wyścig pamiętny dzięki widowiskowemu pojedynkowi, jaki stoczyli Nuvolari (który ostatecznie triumfował) i Philippe Étancelin, zdobywca drugiego miejsca. Moll pojechał fenomenalnie jak na nowicjusza, pokonał zaliczanego do faworytów Sommera i zdobył trzeci stopień na podium.

Nadszedł 11 czerwca 1933 r., dzień jednego z najważniejszych wyścigów w Europie – Grand Prix de l’ACF, czyli Automobilklubu Francji, rozgrywany na podparyskim torze w Montlhéry. Moll miał wprawdzie nową, bardzo konkurencyjną Alfę 8C 2300, ale tego dnia nie mógł zanadto liczyć na przewagę z tego tytułu. Nuvolari, Borzacchini i Taruffi, reprezentujący Scuderię Ferrari, dysponowali wzmocnionymi, jeszcze szybszymi 8C 2600, a na Monzach 2300 startowało aż 9 kierowców: Chiron, Sommer, Wimille, Étancelin, Felix, Zanelli, Villars, Waldthausen i Eyston. Na Maserati jechali Campari i Zehender, kilku zawodników na Bugatti też nie zamierzało ograniczyć się do roli statystów. W kilka godzin i 500 km później Moll mógł być z siebie dumny: zajął piąte miejsce, co w takim towarzystwie było dużym sukcesem.
W tydzień później załoga Moll – Cloitre zgłosiła swą Monzę do 24 Godzin Le Mans. Po pierwszej części wyścigu Moll zajmował piątą pozycję, później awansował na czwartą. Stres zaczął się podczas postoju technicznego. Blokujący się zębnik rozrusznika utrudniał ruszenie. Samym uporem i determinacją można zdziałać wiele, ale nie wszystko. Moll kilka razy wracał na trasę, jednak około północy, po kolejnym postoju musiał się wycofać. Silnik nadal pracował doskonale, lecz walka z nawalającym rozrusznikiem wyładowała akumulator i ruszenie po raz kolejny było już niemożliwe – przepisy zabraniały przyjmowania pomocy w postaci popchnięcia samochodu.

W GP Reims, 2 lipca, w mocno obsadzonej stawce Moll otarł się o zwycięstwo. Na 48 okrążeniu prowadził, od linii mety dzieliły go jeszcze dwa, ale wcześniej popełnił błąd taktyczny – musiał zatrzymać się na ostatni, krótki postój i w tym czasie wyprzedziły go dwa samochody. Wygrał Étancelin, a Wimille zajął drugie miejsce, ustępując mu tylko o dwie dziesiąte sekundy. Niestety, Moll nie cieszył się długo swoją trzecią pozycją. Pośpiech w zorganizowanym po amatorsku pit stopie zemścił się: Moll przyjął nieprzepisową pomoc z zewnątrz. Ktoś to zauważył i zgłosił protest. Wiadomość o dyskwalifikacji zastała Molla w chwili, gdy za linią mety opada całodniowe napięcie, a od przemęczenia emocjami blisko jest do nagłej odwilży. Młody, ambitny chłopak czuł się skrzywdzony, tylu łez co tego wieczoru nie wylał od dzieciństwa.

W miesiąc później, 6 sierpnia, odbyło się II Grand Prix Nicei. Typowy w tym okresie wyścig pod dyktando będącego w szczytowej formie Nuvolariego: prowadzenie od początku, widowiskowa walka, której drugim bohaterem był tego dnia Étancelin, doskonale wyliczony czas postoju, pościg z 4-5 miejsca, odzyskiwanie kolejnych pozycji i zwycięstwo. Z Mantuańczykiem Moll jeszcze nie mógł się równać. Przegrał też z René Dreyfusem, ale zajął trzecie miejsce. Po dwóch następnych tygodniach znowu stał na podium, znowu na najniższym – 20 sierpnia w St Gaudens był trzeci w Grand Prix de Comminges (wygrał Fagioli, także na Alfie Monza). W kręgu profesjonalnych kierowców każdy z tych wyników odbierano jako jego sukces. Moll był przecież nowicjuszem, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej pojawił się wśród nich i bezceremonialnie, z marszu zyskał status faworyta. On jednak, pod presją olbrzymiej ambicji, odczuwał to jako impas, zamrożenie na wiecznym trzecim miejscu. II edycja Grand Prix Marsylii, rozegrana w ostatnią niedzielę sierpnia, tylko utwierdziła go w przekonaniu o tym fatum – zajął bowiem trzecie miejsce.

Ferrari-Trossi-Chiron-Varzi-Moll-Lehoux

10 września 1933 r. był już pod Mediolanem, w Monza. Czekały go dwa długie i ciężkie wyścigi. W porannym Gran Premio d’Italia triumfował Luigi Fagioli na Alfie P3, a Moll dojechał do mety jako ósmy. Po południu rozpoczęło się GP di Monza. Najlepiej byłoby w ogóle nie musieć wspominać o tym tragicznym wyścigu, szczególnie, że został już, z obowiązku, szczegółowo opisany (w artykule o Giuseppe Camparim). Trzy Parki przędą nić ludzkiego życia. Trzem wybitnym zawodnikom nić tę przecięły tego dnia przed linią mety. Po tym, jak zginęli Borzacchini, Campari i Czajkowski, mało kto śledził dalszą część wyścigu, ale chłodna kronika odnotowała wyniki. Raz jeszcze kolejność na mecie była taka, jak w Pau. Nauczyciel i uczeń. Lehoux pierwszy, Moll drugi. 23-latek zaliczył też najszybsze okrążenie dnia i w ten sposób zakończył swój pierwszy pełny sezon międzynarodowej kariery wyścigowej. Sezon, jaki mało komu zdarza się jako debiut: człowiek znikąd zapisał na swoim koncie dwa drugie miejsca, pięć trzecich i jedno piąte.

Dobry astronom nie przeoczy pojawienia się nowej gwiazdy na niebie. W tym okresie Enzo Ferrari obserwował je nie tylko z nawyku. Z Caracciolą pożegnał się na początku sezonu, następny odszedł Nuvolari. Campariego odzyskał ściągając go z powrotem z zespołu Maserati, tylko po to, by stracić go na zawsze 10 września. Zespół właściwie się rozsypał, brakowało dobrych kierowców. Przez chwilę numerem jeden był Chiron, przed sezonem 1934 r. udało się podpisać kontakt z Varzim. Bezcenny nabytek – ale to wciąż było mało. W zimie uwagi Enza nie uszedł jeszcze jeden fakt. Alfa Romeo zapowiedziała wznowienie produkcji superwyścigówki P3. Na krótko – miała to być seria dwudziestu kilku sztuk na zamówienia prywatnych zawodników. Zanim całą akcję odwołano, Lehoux i Moll zdążyli się zgłosić. „Ci dwaj zamierzali uzbroić się w P3  – rozumował Ferrari. – Mają rację, są już na takim poziomie, że zasługują na ten samochód. Nie dostali go z Mediolanu – to dostaną ode mnie.”

Moll na Grand Prix Monaco

Jednak szef zespołu na pewno nie spodziewał się, jak młody Moll odwdzięczy się za okazane zaufanie. Nastąpiło to 3 kwietnia 1934 r., w dniu jego debiutu w barwach Scuderii Ferrari, w Grand Prix Monaco. Gdy Louis Chiron, można powiedzieć gospodarz trasy (mieszkał na stałe w Monaco), prowadząc z przewagą prawie całego okrążenia, na dwa kółka przed metą wpadł na ochronną ścianę z worków z piaskiem na nawrocie przy stacji, pilnujący swojej drugiej pozycji Moll nieoczekiwanie został liderem i dowiózł prowadzenie do mety. W ten sposób Chiron przekonał się o tym, że w Monaco nic nie jest pewne i nie można wskazać zwycięzcy do chwili, gdy minie on linię mety – fakt, który mieli w przyszłości potwierdzić Brabham, Prost, Senna i inni. Moll odniósł sensacyjne zwycięstwo w prestiżowym wyścigu, po raz pierwszy reprezentując nowy zespół i startując na nowej maszynie.

Moll z Alfie P3, po zwycięstwo w GP Monaco 1934

Enzo Ferrari pisał o nim: ” …był to debiutant, który w ciągu zaledwie tygodni pokazał, że należy go zaliczać do wąskiej grupy najlepszych kierowców. Nie był pierwszym cudzoziemcem w moim zespole, ale na pewno jego wejście do elity było najszybsze i najbardziej spektakularne. Tego dnia pokazał mistrzowski talent i udowodnił, że miałem rację, wybierając go do Scuderii.”

6 maja na torze w Mellaha odbywało się Grand Prix Trypolisu. Obsadę najlepszych zawodników gwarantowały poważne sumy nagród i ogromne zainteresowanie publiczności, dodatkowo pobudzone skandalem z loterią pieniężną, jaki miał miejsce podczas poprzedniej edycji tego wyścigu. Wreszcie, ciekawość wzbudzała obecność Amerykanów, Lou Moore’a na 3-litrowym Millerze i Petera De Paolo, którego Miller miał silnik V8, pojemność 5 litrów i napęd na cztery koła. Na starcie stanęli też, zgodnie z oczekiwaniami, Piero Taruffi na Maserati V5, Dreyfus i Wimille na Bugatti T59, a w zespole Ferrariego Chiron, Varzi, Trossi i Moll – wszyscy na Alfach Tipo B, czyli P3.

Najbardziej zażarta walka rozegrała się wewnątrz teamu, między Varzim, a Mollem. Dla ambitnego Algierczyka nie liczyło się to, że atakuje jednego z dwóch największych asów na świecie, samemu będąc wciąż tylko błyskotliwym nowicjuszem. Znaczenie miał tylko fakt, że od linii mety dzieli go jeden wóz, a czy jechał nim Varzi czy ktoś inny, to było sprawą poboczną. Na jednym z ostatnich zakrętów Moll wepchnął się w lukę między tylnym kołem samochodu Varziego, a skrajem toru, ale doświadczony weteran nie dał się zaskoczyć i zaryglował wewnętrzną. Moll minął linię mety siedząc mu na ogonie, przegrywając o pół długości samochodu, po czym natychmiast złożył protest, oskarżając zwycięzcę o niebezpieczne zajechanie drogi i próbę zepchnięcia go z toru.

Autor

Grzegorz Grątkowski

Skomentuj

Legenda Alfa Romeo

Historia Alfa Romeo

error: Content is protected !!