Legenda Alfa Romeo

Czas przywrócony

C

Komentarz Grzegorza Grątkowskiego do jego przywróconych tekstów z dawnego klubu IK@R

Czas przywrócony

„Kiedy w 1999 r. rozważałem wybór używanego samochodu, nie mogłem przypuszczać, że kształtuję przyszłość swoich zainteresowań i pracy zawodowej na wiele lat. Wydawało się, że to tylko kwestia decyzji co do charakteru i stylu 7-8-letniego auta. Założenia: benzynowy, pięciodrzwiowy hatchback z ręczną skrzynią, 1,5-2 litry. Pole wyboru: Honda Civic, Volvo 440, Renault 19, Mazda 323, Ford Escort Mk V… Nie pamiętam, co jeszcze: na pewno nie Astra i nie Golf.Nagle uświadomiłem sobie, że jest przecież inny samochód, który od lat przebłyskuje mi w sferze fantazji, a spełnia te same kryteria. Skąd odruch odkładania go do „może, kiedyś, w innym czasie i miejscu”, zamiast stawiania go obok tamtych, w sferze praktycznego wyboru? I stało się. Postawiona obok tamtych, Alfa 33 natychmiast je przyćmiła. Wybór stał się oczywisty.

Tego, co miało nastąpić, nie przewidziałem. To nie ja posiadałem Alfę, lecz ona mnie. I was a man possessed. Otworzyła obszar pasji – bezwzględnie emocjonalny, ale w nie mniejszym stopniu poznawczy. Już w pierwszych dniach znalazłem internetowy klub (angielski, skupiający entuzjastów głównie brytyjskich, holenderskich i niemieckich), istny fajerwerk pasji nowo nawróconych, którzy właśnie odkryli zjawisko motoryzacyjne, jakim jest Alfa Romeo.

W rok później powstał polski klub IK@R, rosnący jak dług w parabanku. On też skupiał świeżych entuzjastów, których – bez względu na wiek – pasja odmładzała, zasilała energią, skłaniała jak dwudziestolatków, by wstawać wcześniej, bo szkoda czasu nie poświęconego na poznawanie, odkrywanie i zgłębianie. Z jednym wyjątkiem: klubowicza wytrawnego i doświadczonego, który to samo przeżył znacznie wcześniej, a na nas patrzył z wyrozumiałą sympatią jak Obi-Wan na młodych Jedi.

IK@R to były zloty, rajdy, spotkania lokalne, dyskusje w oparciu o bar, setki godzin wymiany myśli i wrażeń na forum. Ale także pisanie na stronę internetową klubu o historii, znaczeniu i osiągnięciach Alfa Romeo. Czuliśmy w Polsce zaburzoną perspektywę: marka, dawniej żelazny wilk za Żelazną Kurtyną, zawitała niedawno i postrzegana była skrajnie niewłaściwie, bo głównie przez pryzmat stylu. Mało kto w Polsce roku 2000 miał pojęcie o jej tradycjach technicznych i sportowych. Dominowały wyrażone gminnymi porzekadłami przesądy starego taksówkarza. Trafnie podsumował to jeden z klubowiczów: „gdybym odniósł do ubiorów polskie podejście do motoryzacji, chodziłbym w drelichu i gumofilcach, bo nie rozmiękają w błocie i deszczu”.

Tak, czuliśmy misję oświaty. Gdy brukowy mototygodnik chwalił, że nowe Porsche ma zawory wydechowe chłodzone sodem zamkniętym w trzonkach, wskazywaliśmy, że Alfa Romeo przeniosła to rozwiązanie ze swoich silników lotniczych do samochodowych w roku 1950. Gdy nastolatkowie kupujący Civiki ekscytowali się elektrycznie opuszczanymi szybami, ripostowaliśmy, że Alfa 2600 posiadała takie w 1962 r. Kolegom z Subaru, dumnym z szyb bez ramek, wspominaliśmy o Giuliach Sprint z podobnym patentem we wczesnych latach 60. I chyba najbardziej wymowny przykład: gdy nadal robiły na kimś wrażenie dwa górne wałki rozrządu i 4 zawory na cylinder, lubiliśmy przypomnieć pewną Alfę, która miała to wszystko, zanim Marszałek Piłsudski zmajstrował Zamach Majowy.

Popełnialiśmy błędy nadmiaru entuzjazmu – były docinki pod adresem innych marek, przesada i niedostatek krytycyzmu względem włoskiej motoryzacji, zaburzanie proporcji. Bywały też błędy w tekstach, trudne do weryfikacji w czasach wątłego Internetu i trudnego dostępu do rzetelnej literatury motoryzacyjnej.

IK@R przeżył swój cykl rozwojowy szybko i burzliwie: rósł, osiągnął apogeum, wyczerpał swą pierwszą, młodą energię i rozpadł się, dodatkowo pogrzebany aferą organizacyjną i awarią serwera rujnującą stronę. Zostały jednak trwałe znajomości i przyjaźnie. Gdyby nie mój zakup Alfy 33 i klub, nie poznałbym wielu ludzi, do których zbliżyła mnie pasja. Nie odbyłbym niezliczonych podróży do Włoch, do z górą tuzina ważnych muzeów i kolekcji motoryzacyjnych. Nie zjeździłbym gór w kilku częściach Europy, gromadząc kompendium tras – itinerer ambitnego kierowcy. Nie zostałbym na szereg lat instruktorem szybkiej jazdy. Nie nauczyłbym się, jaką przyjemność jazdy każdym autem na każdej drodze sprawia dbałość o dobrą technikę prowadzenia. I, co najważniejsze, nie zyskałbym pracy, z której żyję od nastu lat, związanej w różne sposoby, zza biurka i kierownicy, z ciekawymi, niepowszednimi samochodami.

Może właśnie to składa się na definicję wirusa Alfa: z tych kilku ogłoszeń Renault, Hondy i Volvo wybrałem Alfę i moje życie całkowicie się zmieniło. Nie tylko moje – zmieniło się, nabierając imponującego rozmachu, życie niejednego z moich IK@R-owych kompanów. Dawno minął pierwszy wybuch entuzjazmu, a pasja trwa. Już nie jako wartki San z iskrzącymi pstrągami – bardziej cierpliwa dolna Wisła i zawieszone w jej toni grube karpie. Już bez wojowniczych reakcji, by na forach ciąć się z ignorancją, za to z półkami tematycznych książek za plecami i przywróconą proporcją w wiedzy o dziejach samochodu.

Z tamtego okresu zostały napisane kiedyś teksty – te niecierpliwe, misjonarskie, śpieszące nadrabiać zacofanie polskojęzycznego piśmiennictwa o tym dziale historii. Przeleżały kilkanaście lat pod gruzami strony IK@Ra. Teraz, dzięki rekonstrukcyjnej pracy Zbyszka Szczygielskiego, wracają – bez korekt, bez remasteringu, takie, jakie były. Jeżeli także dzisiaj kogoś zaciekawią, ja także zapraszam do lektury.

Grzegorz Grątkowski, X 2017

Osoby przenoszące w inne miejsca cytaty z moich tekstów proszę o dołączanie noty: @ by Grzegorz Grątkowski 2000-2007. Wszystkie teksty stanowią prywatną własność chronioną prawami autorskimi.”

ERRATA:

W kwietniu 2018 otrzymałem drogą mailową taki oto list (poniżej). Czuję się zobowiązany by skierować go specjalnie i przede wszystkim na ręce Grzegorza Grątkowskiego, którego autorstwo wymieniam przed każdym z jego tekstów zamieszczonych na stronie i do którego tekstów przede wszystkim odnosi się ten list.

Zbyszek Szczygielski

„Witam Panie Zbigniewie,

Jakiś czas temu wpadłem na Pana stronę “Alfetta” i zacząłem czytać Pana artykuły. Nie zdołałem jeszcze przeczytać wszystkich ale jestem absolutnie zafascynowany Pana poziomem wiedzy na temat Alfy Romeo, silników, samochodów, wszystkiego. Jestem również pasjonatem marki ale powiem szczerze że aż nie mieści mi się w głowie jak wiele trudu oraz czasu trzeba było poświęcić aby stworzyć takie, mówiąc wprost, ARCYDZIEŁO!!!

Silniki od zawsze były moją pasją. Na studia wybrałem kierunek „Samochody i Silniki” a więc z zawodu jestem inżynierem obecnie z 12 letnim stażem pracy. Pierwsze 4 lata przepracowałem w ośrodku badawczo rozwojowym Bosmal w Bielsku-Białej na hamowni silnikowej pracując jako inżynier testów i walidacji silników spalinowych, stąd też moja wiedza silnikowa zarówno teoretyczna jak i praktyczna jest bardzo duża. Obecnie pracuję w firmie ZF – TRW gdzie jestem starszym inżynierem konstruktorem, zajmuję się projektowaniem układów kierowniczych – szczególnie kolumn do nowych samochodów koncernu Fiata, VW i Forda a ostatnio też Toyoty.

Dlatego czytając często artykuły w prasie bądź Internecie na tematy techniczne, czy to silnikowe czy związane z zawieszeniami, czy ogólnie budową samochodów, często znajduję mnóstwo błędów merytorycznych, które mnie rażą, jestem bardzo na to wyczulony.

W Pana w artykułach nie znajduję żadnych takich błędów, mało tego, zakres informacji, ich szczegółowość (np. odnoście silnika V6 Busso), zamieszczone dane (choćby o składzie materiału dla gniazd zaworowych), zdjęcia, schematy, rysunki czy wszelkie inne informacje zaskakują mnie i sprawiają, że zachodzę w głowę skąd Pan te wszystkie dane zdobył? Niektóre z nich jak się domyślam, znajdują się jedynie w archiwach FCA.

A historia „upadku” Alfy Romeo, opisanie całego łańcucha zależności, przyczyn, wszechstronne zrozumienie sytuacji jaka miała miejsce w tamtych czasach, zarówno społecznych jak i technicznych zestawionych z kryzysem paliwowym czy kryzysem wiedzy to jest majstersztyk! Absolutnie zgadzam się z każdym zdaniem który Pan napisał. Ten artykuł to jest po prostu perfekcyjne zrozumienie tego co się wtedy działo w Alfie Romeo i jakie miało skutki. Czytając ten artykuł miałem wrażenie, że czytam pamiętnik kogoś kto żył i pracował dla Alfy Romeo w tamtych czasach. Jestem niesamowicie zafascynowany wręcz nie potrafię tego zrozumieć skąd Pan czerpie swoją wiedzę na te tematy. Pana zrozumienie tematów, zarówno motoryzacyjnych jak tych związanych stricte z Alfą Romeo jest absolutne i kompletne.

Chylę czoła bardzo nisko!!!

Pozdrawiam serdecznie
Pawel Ponikiewski
Senior Design & Development Engineer,
ZF TRW Active & Passive Safety Technology Engineering Center”

Autor

Grzegorz Grątkowski

Skomentuj

Legenda Alfa Romeo

Historia Alfa Romeo

error: Content is protected !!